Strona główna/Aktualności/

Festiwal fatalnych decyzji. Jeden „nie zauważył” blokady, drugi widział, ale pomyślał, że... pojedzie dalej. Straż Miejska ostrzega przed finansowymi konsekwencjami.


2.09.2026

Ignorowanie przepisów drogowych to jedno, ale próba walki z prawami fizyki i stalowymi blokadami to zupełnie inny poziom drogowej brawury. W ostatnich dniach katowiccy strażnicy miejscy interweniowali w dwóch skrajnych przypadkach, w których kierowcy – zamiast po prostu przyjąć mandat – zafundowali sobie demolkę własnych samochodów i ogromne koszty.

Finał złych decyzji na Placu Rady Europy

Plac Rady Europy w Katowicach to rejon, gdzie znalezienie wolnego miejsca do łatwych nie należy. Przekonał się o tym właściciel BMW, który zaparkował auto w strefie zamieszkania w miejscu do tego niewyznaczonym. Zgodnie z prawem, w takich strefach parkować wolno wyłącznie na wyznaczonych miejscach. Ponieważ kierowcy nie było w pobliżu, patrol Straży Miejskiej założył na koło auta blokadę, zamieszczając jednocześnie na szybie pojazdu stosowną informację o jej założeniu i popełnieniu wykroczenia.

Prawdziwy festiwal złych decyzji zaczął się jednak godzinę później, gdy do dyżurnego wpłynęło zgłoszenie z prośbą o odblokowanie koła. Gdy strażnicy przyjechali na miejsce, okazało się, że urządzenie jest poważnie uszkodzone. Kierowca próbował odjechać z blokadą na kole, tłumacząc się kuriozalnie, że jej... nie zauważył. Prawa fizyki okazały się bezwzględne – daleko nie pojechał, a krótka jazda zakończyła się zgrzytem metalu i demolką nadkola.

Finał tej historii okazał się wyjątkowo kosztowny. Za złamanie zasad parkowania w strefie zamieszkania mężczyzna otrzymał mandat w wysokości 100 złotych i 1 punkt karny. Aby uniknąć odpowiedzialności karnej za zniszczenie mienia publicznego, jeszcze tego samego dnia kierowca osobiście stawił się w siedzibie Straży Miejskiej, gdzie w całości pokrył koszty zniszczonej blokady.

Myślał, że może jechać dalej. Na ulicę Pendereckiego wzywano strażaków

Do niemal bliźniaczego, choć jeszcze bardziej drastycznego zdarzenia doszło na ulicy Pendereckiego. W tym przypadku kierujący Skodą zaparkował swój pojazd nieprawidłowo na chodniku. Funkcjonariusze również i na tym kole zabezpieczyli pojazd blokadą.

Gdy patrol przyjechał na miejsce w celu jej ściągnięcia, zastał niesamowity widok: Skoda stała bezradnie w poprzek pasa ruchu, całkowicie blokując przejazd, a miejska blokada była  uszkodzona. Tłumaczenie kierowcy... Mężczyzna bez skrępowania przyznał, że doskonale widział nalepkę na szybie z informacją o blokadzie, ale... pomyślał sobie, że mimo to może jechać dalej.

Niestety dla niego – nie pojechał. Stalowe ramiona urządzenia tak niefortunnie i mocno zakleszczyły się na kole oraz elementach zawieszenia, że strażnicy miejscy nie byli w stanie ich zdemontować standardowymi kluczami. Na miejsce trzeba było wezwać Państwową Straż Pożarną. Dopiero strażacy, wykorzystując specjalistyczne, hydrauliczne nożyce do rozcinania karoserii, zdołali uwolnić koło Skody.

Straż Miejska przypomina: To się nie opłaca!

W obu przypadkach kierujący odpowiedzą za nieprawidłowe parkowanie, ale to najmniejszy wymiar kary. Uszkodzenie lub zniszczenie blokady to to w tych przypadkach wykroczenie, za które grożą  kary, z obowiązkiem pełnego pokrycia kosztów zniszczonego sprzętu włącznie. Do tego dochodzą  koszty naprawy własnych samochodów, których najprawdopodobniej nie pokryje żadne ubezpieczenie AC (szkoda spowodowana umyślnie).

Apelujemy do kierowców

Blokada na kole to nie wyzwanie ani zaproszenie do testowania mocy silnika. Jeśli po powrocie do auta widzisz żółte urządzenie na kole i naklejkę na szybie, jedynym rozsądnym krokiem jest telefon pod numer 986. Próba "ucieczki" zawsze kończy się tak samo: wstydem, wezwaniem dodatkowych służb i rachunkami do zapłacenia.

 

 

do góry