Strona główna/Aktualności/

Brak dokumentów, lawina wulgaryzmów i podwójne kajdanki. Interwencja strażników miejskich na placu Rostka


23.06.2026
Zaczęło się od zakłócania tzw. ciszy nocnej, a skończyło wezwaniem posiłków i szamotaniną. Zgłoszenie o głośnej grupie osób na placu dr. Rostka brzmiało jak jedna z wielu rutynowych interwencji katowickiej Straży Miejskiej. Na miejscu okazało się jednak, że sprawa ma znacznie poważniejszy finał. Impreza w miejscu publicznym zakończyła się zatrzymaniem poszukiwanego przez policję mężczyzny i kajdankami dla jego agresywnej znajomej.
Wszystko zaczęło się od telefonu od mieszkańców, którym głośne rozmowy i muzyka dochodzące z placu dr. Rostka nie pozwalały zmrużyć oka. Wysłany na miejsce patrol Straży Miejskiej szybko zlokalizował grupę siedzącą na jednej z ławek.
W oczy strażników od razu rzuciła się kobieta, która – ignorując zakazy – piła piwo i głośno krzyczała. Wtórował jej znajomy, który puszczał głośno muzykę. Na widok mundurowych oboje się zaniepokoili.
Sytuacja zaczęła się  poważnie komplikować, gdy przyszło do legitymowania. Ani kobieta, ani mężczyzna nie mieli przy sobie żadnych dokumentów i za nic nie chcieli współpracować.
Strażnicy nie dali za wygraną i wezwali na pomoc patrol policji, aby precyzyjnie ustalić, z kim mają do czynienia. Gdy policjanci sprawdzili dane mężczyzny w systemie, szybko wyszło na jaw, dlaczego tak bardzo kręcił. Okazało się, że jest poszukiwany i najbliższą noc spędzi w celi.
Na wieść o tym, że jedzie na komisariat, mężczyzna stał sie agresywny. Strażnicy miejscy natychmiast go obezwładnili i przytrzymali, a policjanci sprawnie założyli mu na ręce kajdanki.
W tym momencie ostro odpaliła się też jego znajoma. Widząc, że jej kolega ląduje w radiowozie, postanowiła do tego nie dopuścić. Kobieta próbowała fizycznie zablokować mundurowych i uniemożliwić im wykonywa nie czynności rzucając przy tym lawinę najgorszych przekleństw. Ponieważ nie reagowała na żadne ostrzeżenia, strażnicy musieli ostro wkroczyć do akcji – na jej rękach również szybko zatrzasnęły się bransoletki.
Agresja uleciała z kobiety dopiero w momencie, gdy policjanci odjechali z jej poszukiwanym znajomym. Po krótkiej chwili spędzonej w kajdankach ostatecznie zupełnie się uspokoiła. Do celi co prawda nie trafiła, ale ta noc i tak słono ją kosztowała. Interwencja zakończyła się dla niej dwoma mandatami karnymi – za picie alkoholu w miejscu objętym zakazem oraz za używanie słów wulgarnych. Łącznie ta nocna impreza kosztowała ją 200 złotych.

 
do góry